Po pracy do domu odwiozła mnie Sarah. Była około 1 w nocy. Zmęczona weszłam na teren domu, na schodach siedział Brian. Trzymał w ręku wisiorek i się nim bawił. Podeszłam do niego i przez chwilę patrzyłam na wgapionego w naszyjnik chłopaka.
-Brian, wiesz że jest 1 w nocy? Co robisz na dworze? - spytałam..
-No 1 w nocy jeszcze nie ma, za 15 minut będzie 1. Bimbam sobie tym wisiorkiem od godziny i czekam na ciebie - odpowiedział.
-Równie dobrze mógłbyś czekać w salonie albo sypialni - zasugerowałam.
-Nie, to by wszystko popsuło - powiedział - dobra, nie gadajmy tutaj, siedząc godzinę na zimnych schodach, miałem prawo trochę zmarznąć - powiedział.
Weszliśmy do środka, widać było ostre światło padające z salonu.
-Cholera, wychodzisz i zapominasz o zgaszeniu światła? Rób tak dalej a przyjdzie bardzo fajny rachu...
-Oh nie dramatyzuj, to świece! - powiedział lekko zdenerwowany
Weszliśmy do salonu. Wszędzie stały pozapalane świece.
-Wiesz, że potem będziesz je wszystkie stąd wynosić? - rzekłam.
-Siadaj na tej kanapie, a nie dramatyzujesz bo stoją se świeczki. Nie po to marnowałem tyle czasu by słuchać twoich stęków - odparł.
-Co ci odbiło? Przepraszam jeśli cię to uraziło - oznajmiłam.
Podszedł do szafy z winami i wyciągnął nasze najlepsze wino, które dostał od rodziców za 'wytrwanie z tą jędzą 2 lata'. Przynajmniej oni tak powiedzieli. Nigdy za mną specjalnie nie przepadali. Widzieli we mnie tylko ćpunkę i nic poza tym.
-Nancy, pójdziesz po kieliszki? - spytał grzecznie.
-Jasne.
Szukałam ich przez parę minut, cały czas nie mogłam się połapać gdzie co jest. W końcu jednak znalazłam je na kanapie siedział Brian z butelką wina.
-Możemy iść spać? Brian, przez kilka godzin byłam na nogach. Jutro mamy wolne, jak chcesz będziemy mogli siedzieć i rozmawiać - zasugerowałam.
-Jak tam chcesz... - powiedział obojętnie -Naprawdę się zmieniłaś od tego pobytu w ośrodku. Może nawet moi rodzice cię polubią - rzekł.
-Na pewno nie. - powiedziałam siadając na kanapie
-Kocham cię - mówił
-Ja ciebie też - odparłam.
-Wyjdziesz za mnie? - spytał nagle.
-Co?
-Powiedziałem to, prawda? Myślałem jeszcze nad tym czy uklę..
-Tak, już nie musisz się tłumaczyć - powiedziałam uśmiechając się.
Zaśmiał się, pocałował mnie i włożył na palec diamentowy pierścionek. Przytuliłam się do niego i zasnęłam w jego ramionach.
Rano obudziłam się mniej więcej o 10:30. Poszłam do kuchni po coś do picia, na blacie leżała kartka od Brain'a. Napisał, że po jego przyjeździe z Londynu z pracy jedziemy do mojej przyszłej teściowej. Nienawidziłam kobiety od kiedy ją poznałam. Widziała we mnie tylko ćpunkę i sądziła, że wciągnę w to jej syna. Na pewno zareaguje okropnie na wiadomość o zaręczynach, to w jej stylu. Jedynym rozwiązaniem było symulowanie choroby lub pójście do pracy za Sarah. Po chwili rozmyślania wybrałam pierwszą opcję. Nie miałam ochoty oglądać śliniącej się na mój widok twarzy Sida. Poszłam z powrotem do sypialni oczekując na powrót Briana. Przyszedł o 11:20. W tym czasie zdążyłam obejrzeć jakiś serial.
-Nancy, to co jedziemy? - spytał wchodząc do pomieszczenia.
-Nie widzisz jak wyglądam? Chora jestem - powiedziałam.
-Nie jesteś. Znam cię. Nie chcesz jechać do mojej matki - rzekł
-Brian, naprawdę nie chcę oglądać jej twarzy, uszanuj to. Pojedziemy innym razem - zasugerowałam.
-Nancy, nie widziałem jej od roku. Wiem, że za sobą nie przepadacie ale zrób to dla mnie. Może zacznie się z tobą dogadywać po tym odwyku i zaręczynach -stwierdził
-Niech ci będzie, ale nie będziemy długo - oznajmiłam.
-Pewnie, szykuj się. Czekam w salonie - oświadczył.
Z wielkim bólem wstałam z ciepłego łóżka. Zaczęłam żałować swojej decyzji, mogłam iść do pracy. Ubrałam się i ułożyłam włosy. Jechaliśmy godzinę. Na werandzie stała matka Briana. Z wyglądu przypominała Jessice Lange.
-Jednak przyjechaliście! Witaj w domu Brian... I Nancy - powiedziała bezczelnie przeciągając moje imię.
-Dzień dobry pani Suzy. Co u pani słychać? - spytałam miłym głosem.
-Wszystko w jak najlepszym porządku. Przynajmniej było - burknęła.
-Mamo! Nancy się zmieniła, nie bierze dragów i jest bardziej porządna - zaznaczył chłopak.
-No w takim razie muszę cię poznać na nowo. Może tym razem mi przypadniesz do gustu bo jak na razie jesteś najgorszą ze wszystkich dziewczyn Brian'a - stwierdziła.
-Teraz jesteśmy narzeczeństwem - powiedziałam z szyderczym uśmiechem.
-Brian, choć na słowo - rzekła przestraszona kobieta.
Usiadłam na krześle i zaczęłam przeglądać magazyny Suzy. Po pewnym czasie pojawiła się kobieta i wesoło zaprosiła mnie do środka. Zachowywała się jakby nie była sobą. Zaczęła mnie traktować jak porządnego człowieka, a nie jak popychadło, którym byłam jeszcze 5 minut temu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz