Z wielkim bólem przyjęłam wiadomość o wyprowadzce z małego, przytulnego mieszkania do wielkiego domu na obrzeżach Londynu. To właśnie w nim przeżywałam zawody miłosne, problemy nie tylko z narkotykami i alkoholem. Była 10:30 obudził mnie dzwonek telefonu, to był Brain.
-I co kochana? Gotowa do wyprowadzki? Jestem w drodze do ciebie. - spytał zadowolony.
-Jeśli mnie spakujesz i posprzątasz to tak - odpowiedziałam zaspanym głosem.
-Nie mów, że jeszcze spałaś? Co robiłaś wieczorem? - pytał.
-Ćpałam.
-Nie żartuj. Nie zmarnowałabyś miesiąca swojego życia.
-Oglądałam jakiś film w telewizji.
-Wstawaj i pakuj ciuchy do walizki. - powiedział i się rozłączył.
Zrobiłam to co zwykle rano. Zjadłam coś, umyłam się i ubrałam. W tym czasie przyszedł mój ukochany.
-Nie jestem jeszcze gotowa!
-Co mam spakować?
-Szafa w sypialni. Możesz się zabrać za to. Ja pójdę do salonu.
-Dobrze.
Pakując te wszystkie zdjęcia, pamiątki i inne rzeczy łezka aż się w oku kręciła. Za szafą znalazłam narkotyki których Brain nie mógł za wszelką cenę zobaczyć. Po godzinie wszystko znajdowało się w kartonach i walizkach.
-Nie chcę opuszczać tego miejsca.
-Polubisz nowe miejsce.
-No mam nadzieję.
Zgasiłam światło i wyszliśmy. Przez godzinę jechaliśmy do nowego domu. Było to dla mnie męką, bo zrozumiałam, że do pracy będę musiała wlec się po ulicach przez godzinę. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Stał duży dom z ogrodem.
-Ja tu nie będę mieszkać. Po cholere dwóm osobom piętrowy dom?
-Potem się będziesz cieszyć. Założymy rodzinę, będz... - przerwałam mu opowieść o wszystkim i o niczym
-Jaką znowu rodzinę? Jak chcesz mieć dzieciaki to znajdź sobie inną dziewczynę - powiedziałam gniewnym głosem.
-Nie chcę mi się z tobą kłócić, nie dziś.
-Wiesz, że o 4 jadę do pracy. Nie mam nawet jak dojechać, przecież często wyjeżdżasz.
-Dzisiaj ja cię zawiozę, potem wyrobisz sobie prawo jazdy.
-Taa jaasne. Koniecznie...
Weszliśmy do środka. Brain był zachwycony. Ja uważałam, że ten dom jest za bogaty. Miliony małych kamieni na ścianie w korytarzu, wielka szafa z lustrem i schody na piętro. Gdy szło się wzdłuż korytarza był salon z kominkiem, skórzaną kanapą, stolikiem herbacianym, obrazami i oczywiście plazmą. Kuchnia była łączona z jadalnią, oddzielone były jedynie słupkiem. Do kuchni wchodziło się przez korytarz, a do jadalni przez salon. Wystarczyło spojrzeć na kryształowy żyrandol w jadalni bym od razu znienawidziła dom. Wchodząc po schodach było dwoje drzwi. Pierwsze prowadziły do pokoju gościnnego. Drugie do małego korytarza z trojgiem drzwi. Jedne prowadziły do łazienki, drugie do sypialni a trzecie do pustego pokoju z łóżkiem dla niemowlaka.
-Nie!
-Co nie?
-Nie założymy rodziny. Zapomnij.
-Może zmienisz zdanie.
-Ten dom jest jak dla próżnych ludzi. W ogóle tu nie pasujemy. Do tego jeszcze kryształowy żyrandol w jadalni.
-Przyzwyczaisz się. Wolisz stare, małe mieszkanie czy to duże i przestronne?
-Jak ciebie nie będzie nie będę tu sama spać. Ten dom jest za duży, po pracy będę przychodzić do starego. Jest opłacone do końca roku.
-Nie a problemu. Pamiętam jak pojechaliśmy do ciotki Stefanie, która stwierdziła, że przed małżeństwem nie możemy spać w tym samym łóżku.
-Sama spałam na górze! Jej dom jest jak średniowieczny pałac! Przyszłam do ciebie ze świecą w ręku.
-Bałaś się zapalić światło.
-Wcale nie!
-Bałaś się, wiem to - złapał mnie za rękę - Kocham cię - zawsze wiedział kiedy to powiedzieć. wtedy kiedy żartowaliśmy, albo wspominaliśmy coś miłego. Jak byłam zła nie miałam nawet ochoty tego słyszeć.
-Ja ciebie też. Przyzwyczaję się do tego domu, dla ciebie.
Siedzieliśmy przez 2 godziny na kanapie rozmawiając o naszej przyszłości. W końcu nadszedł czas by wybrać się do pracy. Praca jako barmanka we Flowers of Romance nie sprawiała żadnych problemów, nigdy nie narzekałam. Byłam ciekawa nowej kapeli, o której opowiadała mi Sarah. Po godzinie byłam na miejscu. W piątki było najwięcej ludzi w pubie, zarazem praca była najokropniejsza właśnie wtedy. Jednak wszyscy byliśmy zadowoleni otaczającym nas punkiem, narkotykami i alkoholem.
-Nancy! Czekałam na ciebie! Jak z tobą i Brainem? Wszystko dobrze?
-Tak. Mamy nowy dom na obrzeżach miasta.
-No to się cieszę!
W tym samym czasie przyszła kapela Raw Power, o której opowiadała Sarah.
-W samą porę chłopacy! Przygotujcie się i przyjdźcie do nas. Stawiam drinki dla każdego.
Stanęłam za barem szykując z Sarah koktajle. Przyszli chłopacy. Podszedł do mnie basista. Całkiem przystojny chłopak o czarnych, potarganych włosach podobnych do Braina.
-Cały czas załatwiasz towar? - spytał cichym głosem
-Skończyłam z tym... - odparłam
-Cholera... Naprawdę nie załatwisz mi chociaż trochę? - warknął.
W tej chwili przypomniało mi się o znalezionych narkotykach za szafą w domu.
-Daj 50 funtów. - powiedziałam wyciągając z kieszeni paczkę.
Dał pieniądze, zabrał narkotyki i zszedł z krzesła, na którym siedział.
-A tak przy okazji jestem Sid. Sid Ritchie - oznajmił.
-Nancy Beverly - rzekłam - radzę nie brać przed koncertem. W piątek je... - nie pozwolił mi dokończyć.
-Największy tłum. Wiem. - powiedział spokojnie.
-Powodzenia. - westchnęłam uśmiechając się do niego.
Zespół poszedł usiąść do stolika obok sceny.
-Nancy, nie kręć z Sidem. Masz Braina. - zaśmiała się Sarah..
-Wcale z nim nie kręcę tylko dałam mu heroinę.
-Cały czas załatwiasz? Nancy znowu wejdziesz w to bagno.
-Nie rozmawiajmy o narkotykach ani Sidzie. Dobrze?
-Jak sobie życzysz.
Chłopak co jakiś czas na mnie spoglądał się uśmiechał.
W końcu przyszli goście. Zdałam sobie sprawę jak bardzo brakowało mi baru i tych ludzi. Zespół wyszedł na scenę. Umiejętności Sida w grze na basie były całkiem zabawne. Cały czas podskakiwał, bił się z publicznością albo chodził po scenie. Przez jedną piosenkę zagrał tylko kawałek partii. Co jakiś czas przychodził po drinka i uśmiechał się do wszystkich. Uśmiech był wymuszany wiedziałam ,że w głębi duszy cierpi ale nie chce tego po sobie poznać.
Bardzo ciekawe opowiadanie. Przeczytałam 2 rozdziały, ale myślę, że nie skończę na tym. Czekam na więcej. Masz talent, nie zmarnuj tego. Pozdrawiam, Marta. (PopStarWorld)
OdpowiedzUsuń