czwartek, 20 grudnia 2012

Rozdział 4

Była 4:30, cały czas byliśmy u matki Brian'a. Za godzinę mieliśmy wyjeżdżać, jednak wcale nie chciałam. Nie wiedziałam czy to tylko maska Suzy czy taka jest naprawdę. W salonie stało mnóstwo zdjęć Suzy, Lany, Brian'a i obcego mężczyzny. Można było szybko wywnioskować że mężczyzna to mąż przyszłej teściowej i ojciec przyszłego męża. Brian wyszedł na świeże powietrze by zapalić papierosa więc ja skorzystałam z okazji na rozmowę z jego matką.
-Nancy naprawdę się zmieniłaś od tego czasu odwyku. Nawet cię nie poznaję. Pamiętam jak półtora roku temu leżałaś z moim Brianem na kanapie i opowiadałaś Lanie jak to jest być na haju.
-Byłam młoda i głupia. Przepraszam za to wszystko, wiem, że całkiem niedawno nie przepadałyśmy za sobą.
-Przeprosiny przyjęte - powiedziała uśmiechając się.
-To pani mąż prawda? Dlaczego go tu nie ma? - pytałam spoglądając na zdjęcia.
-Tak, nie żyje od 2 lat.
-Przykro mi. Dlaczego Brian nigdy o nim nie mówił?
-Zakochał się w tobie, jak Artur się dowiedział że bierzesz narkotyki wściekł się i nie odzywali się do siebie. Krótko po tym zmarł. Szkoda, że umierał skłócony z Brianem, który cie kochał, i z Laną, która trzymała jego stronę.
-Nigdy o tym nie wspominał.
-Dziwisz mu się? Chciałabyś usłyszeć od nowego chłopaka, że jego ojciec cię nienawidzi? Jakbyś się czuła?
-Okropnie.
W tym momencie wszedł Brian.
-O czym rozmawiacie? - spytał.
-O twoim ojcu, Lanie i tobie.
-Więc wiesz? - pytał patrząc mi w oczy.
Przytaknęłam biorąc głęboki oddech.
-Nie dziwię mu się. Też bym nie chciała żeby moje dziecko było w związku z ćpunem. Brian podziwiam cię, że wytrwałeś 2 lata z kimś takim jak ja -stwierdziłam.
-Oh, Nancy. Nie obwiniaj się. Każdy z nas nie jest święty - powiedziała Suzy.
Zgodnie z umową wyjechaliśmy o 5:30. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
-Naprawdę było aż tak źle? - spytał Brian biorąc papierosa do ust.
-Nie, tak właśnie wyobrażałam sobie życie przed heroiną, valium i innym świństwem - stwierdziłam - Co jej wtedy nagadałeś? - pytałam.
-Prawdę. Zawsze narkomanów uważała za najgorszą część społeczeństwa, a tych po odwyku równych sobie - powiedział.
Potem nie zamieniliśmy słowa. Zastanawiałam się jak może wyglądać życie po ślubie. Sądziłam, że będzie tak samo jak jest teraz. Normalnie, tyle że z innym nazwiskiem i przedstawianiem innym partnera jako męża czy żonę. Nigdy nie znałam ojca. Zostawił moją matkę po tym jak powiedziała mu, że jest w ciąży. Mogłam snuć tylko wymysły jak wygląda to wszystko. Zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście tego chcę by nie skończyć tak samo jak mama. W mgnieniu oka może się wszystko zepsuć. Bez małżeństwa możemy po prostu zerwać i więcej się nie widywać, w małżeństwie musielibyśmy biegać za rozwodem, może jeszcze z orzekaniem o winie, w przypadku dzieci ciągłe widywanie się, udawanie, że się lubimy i nie mamy sobie nic za złe lecz wewnątrz człowieka nienawidzimy.
Przyjechaliśmy do domu. Od razu poczułam się jakoś bezpieczniej. Nie lękały mnie już myśli 'co będzie jak...'. Był tylko Brian, ja i nasza bezwarunkowa miłość. Byłam pewna, że chcę tego ślubu. Wiedziałam, że nie znajdę drugiego takiego faceta, który od 2 lat żył w związku z ćpunką, pomagałby jej wyjść z nałogu co do łatwych nie należało, a mimo to ją kochał.